Zakwaterowanie

My, dziewczyny, w trójkę mieszkamy u miłej starszej pani o imieniu Ana. Nasz pokój jest mały, ale przytulny. Mamy dwa bardzo skrzypiące piętrowe łóżka. Na jedzenie nie możemy narzekać – Ana gotuje nam pyszne, i często typowo hiszpańskie jedzenie, takie jak np. tortilla de patatas czy fabada, jednak zdarzą się czasem frytki i hamburgery. Często odwiedza nas tu rodzina naszej pani – dlatego poznałyśmy się z wnuczętami, Jose i Valerią, która w tygodniu mieszka z nami, a na weekendy znika. Nie mamy innego wyboru jak posługiwanie się tu językiem hiszpańskim… no, jest jeszcze migowy. Ana w każdym razie nie zna angielskiego. Bardzo podoba nam się mieszkanie tutaj, mamy praktycznie wszędzie blisko.


Faron Bryan, Magdziarz Marcin
5 października 2014 roku przylecieliśmy około godziny 21:30 na lotnisko w Sewilli. Zostaliśmy podwiezieni przez minibus na Plaza de Cuba gdzie przywitała nas serdecznie dwoma całusami miejscowa Hiszpanka. Pokazała nam drogę do domu, dała mapę Sewilli i kilka przydatnych wskazówek. Okazało się, że razem z nami mieszka chłopak, mniej więcej w naszym wieku, pochodzący z USA i będący tutaj również na wymianie uczniowskiej. Mieszkamy w pokoju dwuosobowym z łóżkiem piętrowym, mamy do dyspozycji biurko oraz dwa regały na ubrania. Jedzenie jest całkiem dobre, lecz nie zostaliśmy uraczeni wieloma miejscowymi potrawami. Widok z okna również pozostawia wiele do życzenia. Po dłuższym pobycie u rodziny, stwierdzamy, że Hiszpanie to bardzo wybuchowi ludzie. Podczas naszego pobytu, doszło do dwóch ostrzejszych kłótni w rodzinie. Miejmy nadzieje, że nie chodziło o nas. Od początku pobytu do końca, na śniadanie jemy grzanki z dżemem i kremem czekoladowym, a do tego mamy szklankę mleka. Obiady są przyzwoite, natomiast kolacji nie wypada mi komentować z czystej grzeczności. Ważne jest to, że pani która nas gości robi nam pranie i jest w miarę punktualna. Niemiłym aspektem jest babcia, która mieszka razem z nami i wpatruje się w nas podczas posiłków, tak jakby po raz pierwszy widziała jedzących ludzi. Być może ma taki styl bycia, lecz jest to dosyć krępujące.


Gogulski Tomasz, Wawrzyniak Kamil
Mieszkamy w centrum Sewilli z dwuosobową rodziną (czyt. Guadelupa mama, Guadelupa córka). Mamy wspólny pokój, ale dwa łóżka, żeby nie było. Mamy własną łazienkę, dostęp do kuchni i lodówki (ale tylko do górnej półki), pralki i mamy kota (tzw. plan B). Z rana mamy przygotowane śniadanie i drugie śniadanie o pracy, a kiedy zeń wracamy czeka na nas pyszny obiadek. Nasze położenie względem reszty miasta, zabytków i innych ważnych punktów strategicznych jest bardzo korzystne, gdyż można powiedzieć, że wszędzie mamy blisko. Mamy pod mieszkaniem również przystanek autobusowy, którym dojeżdżamy do stacji metra, skąd jedziemy do pracy i podróż nie zajmuje nam więcej niż 25 min. Mamy także blisko supermarket, bazar, pizzerie, kawiarnie, kasyno, studio tatuaży i piercingu, sklep rowerowy i salon Mercedesa. Jeżeli chodzi o samo życie w rodzinie niestety nie zawsze jest wszystko jasne i ciężko się czasami dogadać pomimo braku bariery językowej, ale nie jest też najgorzej. Jedzenie, które dostajemy jest smaczne, lecz nie zawsze świeże i nie zbyt urozmaicone. Za to jesteśmy wyręczani w robieniu prania i w niektórych sprawach mamy więcej luzu niż inni w swoich rodzinach. Nie mamy żadnych ograniczeń jeśli chodzi o godzinę powrotu do domu, mycie się czy innych czynności. Mamy w pokoju balkonik, z którego widać główną ulicę, na której zawsze coś się dzieje. Mamy też na nim małą strefę fitness, z drążkiem i poręczami, dzięki czemu trzymamy formę. Podsumowując nasz pobyt w rodzinie, są plusy i znaczące minusy, ale mniej więcej się to wyrównuje. To by było na tyle.


Kaniowski Dawid, Rudnicki Rafał
Mieszkamy na ulicy Lopez de Gomara, w 3 piętrowym budynku. Mieszkanie rodziny, u której zostaliśmy zakwaterowani znajduje się na drugim piętrze. Mieszkamy przy ruchliwej ulicy, co czasami bywa niekomfortowe, jednak nie narzekamy, ponieważ za oknem mamy wspaniałą palmę. W pierwszych dniach pobytu nasza gospodyni, Pani Mercedes była dla nas bardzo miła i życzliwie do nas nastawiona. Jakiś czas później okazało się, że musimy trzymać się ściśle ustalonego regulaminu. Dla przykładu, jeśli przyjdziemy na kolację po godzinie 22:00, nie zostanie nam ona podana. Nie możemy narzekać na jedzenie, ponieważ zazwyczaj jest bardzo dobre i z chęcią siadamy do posiłku. Pani Mercedes zapewnia nam swobodny dostęp do Internetu, telewizora, możemy także korzystać z lodówki i pralki oraz innych sprzętów domowych bez zbędnych pytań. Pokój jaki został nam przydzielony jest dość przestronny i nie mamy do niego żadnych zastrzeżeń. Mamy do dyspozycji dużą, przestronną szafę, stolik i wiatrak, z którego bez przerwy korzystamy. Ogólnie pobyt tutaj bardzo nam się podoba. Mieszkając u rodziny mamy większa swobodę na wykorzystanie czasu wolnego. Pomimo kilku niedogodności nie narzekamy i cieszymy się każdym dniem spędzonym tutaj.


Łoś Andrzej, Pietrzak Paweł
Mieszkamy w bloku przy ulicy Santa Fe. Trafiliśmy do bardzo sympatycznej i życzliwej rodziny. Jest to para staruszków Maru i Enrique. Maru jest artystką. W całym mieszkaniu są porozwieszane jej obrazy. Enrique pracuje w swojej rodzinnej firmie – winnicy, jest jej prezesem. Mieszkanie w którym mieszkamy nie należy co prawda do największych, ale jakoś się wszyscy mieścimy. Został nam przydzielony jeden pokoik na dwoje. Jeśli chodzi o jedzenie to naszym kucharzem jest Enrique. Zawsze na obiady i kolacje stara się przygotować coś regionalnego, specyficznego dla tego regionu, np. gazpacho, owoce morza, jamón serrano. W czasie wspólnych posiłków staramy się rozmawiać (często przy pomocy translatora) o naszej i ich kulturze. Ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne.


Pawlik Mateusz, Pinkoszewski Łukasz
Mieszkamy wraz z Łukaszem na niedługiej uliczce Calle Virgen del Perpetuo Socorro, w budynku o numerze 5. Jest to dwupiętrowy budynek, leżący wokół wielu sobie podobnych w kolorach bieli, beżu i brązu. Jest tutaj całkiem spokojnie. Mamy poczucie, że znajdujemy się z dala od miejskiego gwaru, pomimo tego, że idąc dwie ulice dalej, natrafiamy na główną ulicę, prowadzącą do mostu nad rzeką Guadalquivir. Członkowie naszej nowej hiszpańskiej rodziny, okazali się być wspaniałymi, przyjacielskimi i pomocnymi osobami. Jest tu mama Gloria, mówiąca tylko po hiszpańsku, na jej twarzy zawsze widzimy uśmiech. Pomimo barier językowych jakoś się porozumiewamy. Jej siostra, której imienia nie pamiętamy, a także syn Felipe, pomagają nam się dogadać, gdyż potrafią parę słów po angielsku. Natomiast jej drugi syn Paul, biegle mówi po angielsku, dzięki czemu zawsze możemy się czegoś dowiedzieć i liczyć na jego pomoc. Czasowo mieszka tu także 23 letni Keigo (lub Keiko) z Osaki oraz Alexandro z Paryża. Przydzielono nam pokój na pierwszym piętrze z dwoma łóżkami, szafą, dwoma fotelami, stolikiem, a nawet balkonem. Mamy tu praktycznie wszystko czego potrzeba. Gloria wraz z Rafaelem gotują wspaniałe, zróżnicowane dania. Zawsze mamy pewność, że po obiedzie czy kolacji wyjdziemy o pełnych brzuchach i uśmiechami na twarzy. Aż żal pomyśleć, że będziemy musieli ich opuścić!


Pryzwan Paweł, Tworzydło Wojciech
Mieszkamy przy ulicy Arjona w bloku numer 8 na 7 piętrze. Po wyjściu na balkon mamy piękny widok na rzekę Gwadalkiwir. Dzięki temu, że w okolicy znajdują się różnorodne sklepy, nie mamy problemów, aby zakupić potrzebne rzeczy. Na początku myśleliśmy, że jedzenie nie będzie nam smakować, lecz myliliśmy się, gdyż właścicielka mieszkania Maricarmen Maese Alonso bardzo dobrze gotuje. Godziny posiłków ustalamy z właścicielką. Są trzy posiłki dziennie: śniadanie, na które zawsze dostajemy tosty z herbatą lub kawą, lunch, czyli podstawowy posiłek dnia i kolacja, która jest koło godziny 21.00. Mieszkamy w dwóch osobnych pokojach. Są one duże i wygodne. Praniem i prasowaniem naszych ubrań zajmuje się właścicielka. Naszą współlokatorką jest jeszcze osoba, która 25 lat żyła w USA i dzięki której możemy się porozumieć z właścicielką, która nie potrafi powiedzieć słowa po angielsku. Jeśli nie ma naszej amerykańskiej współlokatorki, staramy się porozumieć z gospodynią po hiszpańsku, jednakże jest to bardzo trudne i czasochłonne. Uważamy, że dobrze trafiliśmy i ten miesiąc będziemy dobrze wspominać.