Podróż do Hiszpanii

Dnia 05-10-2014 roku, niedziela, godzina 9:20. O tej właśnie porze grupa informatyków złożona z 15 osób w raz z opiekunem wyruszyła wynajętym minibusem na lotnisko do Pyrzowic. Na miejscu byliśmy już około godziny 9:50. Podróż minęła nam bardzo szybko, gdyż na drogach był mały ruch. Nie zdążyliśmy nawet porządnie usiąść, a już trzeba było wysiadać.Po opuszczeniu pojazdu, gdy już każdy otrzymał swoją walizkę, wszyscy zwartą grupą udaliśmy się na lotnisko. Tam czekaliśmy na otwarcie bramek w celu odbycia odprawy. Niektórzy wiedzieli na czym to polega, niektórzy trochę mniej. Tak czy owak, każdy przeszedł ją bezproblemowo.Kolejnym etapem było oczekiwanie na strefie bezcłowej na komunikat o możliwości udania się na pokład samolotu. Podczas tego oczekiwania każdy urozmaicał sobie czas. Niektórzy siedzieli i niecierpliwie czekali aż na terminalu pojawi się nazwa naszego punktu docelowego (Barcelona), niektórzy zwiedzali tamtejsze sklepy i oglądali odlatujące samoloty.W końcu nastała upragniona godzina - 11:45. Tłumy ludzi ustawiły się w kolejce. Każdy musiał przygotować kartę odlotu i dowód tożsamości. Po tej procedurze nie pozostało już nic innego jak udać się w stronę maszyny, która miała nas zabrać do Barcelony. Po wejściu do samolotu każdy zajął swoje miejsce i oczekiwał na instrukcje stewardessy. Gdy wybiła godzina 12:00 usłyszeliśmy sygnał aby zapiąć pasy bezpieczeństwa i …..I samolot ruszył. Nie trwało to nawet minuty gdy oderwał swoje koła od ziemi. Kto miał możliwość robił zdjęcia szybko chowającego się za chmurami polskiego krajobrazu.Lot minął bardzo dobrze. Obyło się bez krzyków. W Barcelonie byliśmy już o godzinie 14:50. Tamtejsze lotnisko na każdym zrobiło ogromne wrażenie. Następnym krokiem było udanie się po odbiór naszych bagaży. Każdy ustawił się koło ruchomej taśmy i oczekiwał swojej walizki. Gdy już każdy ją odebrał udaliśmy się za Panem Postrzechem w stronę kolejnych bramek do odprawy. Procedura wyglądała identycznie jak na lotnisku w Pyrzowicach.Kolejny lot z Barcelony do Sewilli zapowiadał się na godzinę 19:15. Mieliśmy zatem sporo wolnego czasu aby pozwiedzać lotnisko i porobić wiele ciekawych zdjęć. Wielu z nas była już naprawdę zmęczona i odpoczywała oczekując naszego samolotu linii Ryanair.O godzinie 18:50 usłyszeliśmy komunikat w języku hiszpańskim, później w angielskim, że możemy śmiało udać się do bramek, aby wejść na pokład samolotu. Tak jak w Barcelonie, przygotowaliśmy kartę odlotu i dowody, a następnie weszliśmy i zajęliśmy wyznaczone miejsca. Punktualnie o 19:15 samolot ruszył i krążył po lotnisku aby ustawić się na prawidłowy pas. Niektórzy byli bardzo zniecierpliwieni. Natomiast gdy już samolot zaczął nabierać znacznej prędkości każdy zorientował się, że to już definitywnie będzie start. I tak też było. Usłyszeliśmy szybko obracające się turbiny samolotu i w niespełna kilkanaście sekund byliśmy już ponad ziemią.W Sewilli wylądowaliśmy o godzinie 21:00. Od razu udaliśmy się po nasze walizki, a następnie do minibusu, który miał odwieźć nas do przydzielonych rodzin. Kierowca zatrzymał się na parkingu, a tam już oczekiwali na nas nasi opiekunowie. Po wyczytaniu nazwisk, każdy z nas rozszedł się w różne strony i jak na razie tyle się widzieliśmy.