Granada in Depth cz.3

Wizyta w Parque de las Ciencias
 
Dnia 21 maja 2014 około godziny 15:30 spotkaliśmy się na rogu Zafiro, tuż pod naszymi apartamentami. Po spotkaniu z naszą koordynatorką z M.E.P-u, Irene, dowiedzieliśmy się, że tego dnia wybierzemy się do Parque de las Ciencias, Parku Nauki. Znajdował się on bardzo blisko naszych apartamentów, zaledwie pięć minut drogi pieszo. Parque de las Ciencias to zespół budynków z niezliczonymi wystawami dotyczącymi rozwoju różnych dziedzin nauki, choć nacisk położony jest głównie na fizykę. Można tu nie tylko zobaczyć ciekawy materiał, ale wszystkiego dotknąć, sprawdzić jak działają różne rzeczy znane dotychczas tylko z opowieści, podręczników czy telewizji.
Czekało tam na nas MNÓSTWO przeróżnych atrakcji. Praktycznie same interakcyjne rozrywki, które nie tylko wyróżniały muzeum na tle innych, ale także zrobiło je nieporównywalnie ciekawsze od innych muzeów w jakich byłem. Na całym obszarze parku znajdowały się budynki, place, 40-metrowa wieża z której można było podziwiać panoramę Grenady, przeróżne fontanny i atrakcje zbyt duże, by zmieścić je we wnętrzu budynków. Budynki były podzielone na różne części tematyczne. Osobiście najwięcej czasu spędziłem na medycynie wraz z paroma kolegami. Można tam było sprawdzić czułość swojego węchu, zobaczyć jak bardzo rozluźniony jest nasz umysł w porównaniu z drugą osobą, zobaczyć nagranie z porodu (Mmmmm, mniam.) czy spojrzeć na działanie kamery termowizyjnej. W innych częściach kompleksu można było podziwiać takie rzeczy jak szkielety dinozaurów, przeróżne lalki, zabawę farbami fluorescencyjnymi, symulację wypadku samochodowego, w pełni interaktywnego robota, któremu można było wydawać polecenia przy pomocy znajdującej się zaraz obok konsoli, sprawdzić ile mamy wody w organizmie, spróbować ręcznie przelać przy pomocy pompy 5 litrów krwi w minutę (jak to robi nasze serce) z jednego zbiornika do drugiego.
Poza budynkami, na świeżym powietrzu, znajdowały się rzeczy takie jak: placyk z grami logicznymi, fontanna wraz ze spryskiwaczami, aby można było spostrzec, jak powstaje tęcza, Forest of Senses, las zmysłów, w którym można było poczuć się jak prawdziwie magicznym miejscu z niepasującymi do niego zapachami, labirynt, piaskownica wyposażona w proste metalowe koparki (które to sprawiły nam wszystkim nie lada frajdę), karuzela wyposażona w trzy rowerki, napędzana przez pedałowanie na tych właśnie rowerkach (które sprawiły nam nie lada ból podczas spadania z niej).
O godzinie 17:45 zaczął się pokaz polowania ptaków. W pełni prawdziwe, wytresowane ptaki pokazały, jak zwierzyna dostaje się w ich pazury. Pokaz rozpoczęła sowa, wiernie przelatująca z jednego postumentu na drugi, rozpędził ją jastrząb, przelatujący nad, a czasem i na równi z, głowami widowni a zakończyła grupa sępów napadająca na upozorowane truchło. Ptaków było więcej, ale za mało tu miejsca, by je wszystkie opisywać. Wrażenia były świetne, niesamowicie było oglądać wszystkie te ptaki w pełnym ich majestacie i łatwo było nabyć do nich szacunek.
Na zwiedzanie parku mieliśmy zaledwie około trzech godzin, co było zdecydowanie za mało, by obejrzeć wszystkie atrakcje. Koszt wejścia to 4 Euro (na szczęście płacone przez M.E.P.), a zabawy na długie godziny i wspomnień na długie lata. Wszystko to sprawia, że jest to miejsce bardzo oblężone przez wszelkie wycieczki pełne dzieci, niektóre nawet spoza Hiszpanii, których wszędzie było pełno. I to był jedyny minus tej wycieczki, ale jak znalazło się miejsce od nich wolne, można tam było pozostać do końca, ponieważ tyle zabawy właśnie sprawiały wszystkie stoiska. Kto wie, park znajduje się pod nosem. Może niektórzy z nas zdecydują się na wejście do niego jeszcze raz, może na dłużej. Warto. Na Śląsku nie mamy czegoś takiego.
 
Adam Strachanowski