Podróż do Granady

Podróż do Grenady
Dnia 11.05.2014 stało się to na co czekaliśmy przez ostatnie miesiące, wyruszyliśmy na 4- tygodniowe praktyki w Hiszpanii. Oczywiście, każdy był bardzo podekscytowany tym wydarzeniem. Nie każdy może odbyć praktyki w innym kraju. Zdaje się, że nikt z nas nie był jeszcze w Hiszpanii, nie mówiąc o spędzonym tam czasie bez naszych bliskich, rodziców, ukochanych. Wiele pytań, niepewności, niewiadomych. Wszyscy jednak byliśmy w wyśmienitych humorach. Do szkoły podrzucili nas rodzice, ich miny były raczej posępne. Oni również zastanawiali się jak to będzie i czy podołamy nowym wyzwaniom. Jesteśmy dorośli, niebawem wyprowadzimy się od nich, wyjedziemy na studia, założymy własne rodziny, niech wiedzą jak to będzie J
Spotkaliśmy się o godzinie 7.00 pod szkołą, skąd wyruszyliśmy autokarem na lotnisko w Pyrzowicach. Zanim jednak wyruszyliśmy pożegnaliśmy się z naszymi rodzinami z którymi rozstawaliśmy się na cały miesiąc. Następnie odebraliśmy koszulki z logotypami szkoły oraz programu. Koszulki miły pomóc nam w podróży. 15 osób tak samo ubranych pozwala na szybkie zlokalizowanie grupy w każdym miejscu, w szczególności, gdzie widzi się tłumu innych, bez problemów można nas było dostrzec z daleka. Tak wyposażeni wyruszyliśmy o godzinie 7.20 na lotnisko. Początkowo było parę problemów z zapakowaniem się ponieważ mieliśmy dużo bagażu (każdy dwie walizki), ale ostatecznie daliśmy radę. Podróż na lotnisko upłynęła szybko, wszak to zaledwie 30 km. Towarzyszyły jej dyskusje, śmiechy, komentarze. Mieliśmy spory zapas czasowy dlatego na lotnisku w Pyrzowicach musieliśmy troszkę poczekać. Gładko przeszliśmy przez odprawę oraz kontrolę bezpieczeństwa. Jeszcze tylko ostatnie zakupy w strefie bezcłoweji o godzinie 10.00 wystartowaliśmy. Lot do Londynu obsługiwały linie Ryanair, może nie było super wygodnie, nie serwowano darmowych drinków i jedzenia, ale nie ma co narzekać. Dla większości uczestników był to pierwszy lot samolotem. Nie taki diabeł strasznyJNasz lot trwał dwie godziny. Po wyjściu z samolotu odebraliśmy bagaże (bez strat w liczbie i postaci).W Londynie mieliśmy kilka godzin wolnego czasu w oczekiwaniu na następny lot. Jedni wykorzystali go na grę w karty. Inni postanowili zwiedzić lotnisko, zjeść coś, wypić kawę, pooglądać sklepy. Szkoda, że nie mieliśmy kilku godzin więcej, wówczas byłaby szansa na pojechanie do centrum Londynu i rzucić okiem na jego główne zabytki.
Punktualnie o godzinie 14.00 lokalnego czasu zebraliśmy się ponownie tego dnia by oddać bagaże i przejść przez kontrolę. Po drobnych problemach w końcu udało nam się dostać na pokład samolotu i o godzinie 16.00 wystartowaliśmy do Malagi. Tu podobnie, lot liniami Ryanair. W samolocie było dużo wolnego miejsca, dlatego niektórzy z nas mogli zmienić miejsce na bardziej wygodne. Lot trwał ponad dwie godziny. Podczas lotu słuchaliśmy muzyki, niektórzy wyciągnęli laptopy czy tablety, inni książki, czas leciał bardzo szybko. O godzinie 20.00 lokalnego czasu (również czasu polskiego) wyładowaliśmy w Maladze. Tam zostaliśmy przywitani piękną pogodą, która dobrze wpłynęła na nasze samopoczucie, słońce, wysoka temperatura, tak, to jest to. Na lotnisku ponownie odbiór bagaży, znowu bez strat. Po wyjściu ze strefy przylotów zauważyliśmy mężczyznę z kartką z napisem‘MEP Europrojects’. Tak, ten gość miał zabrać nas stąd i zawieźć do celu. Kilkaset metrów spaceru, pakowanie do autokaru i… jedziemy. Pomimo później godziny było całkiem jasno, mogliśmy przekonać się jak wygląda Hiszpania, a przynajmniej jej część. Ogromne oliwkowe pola, pasma górskie, koryta rzek, wolnostojące domki …, unikalny widok. Po dwugodzinnej podróży wreszcie osiągnęliśmy cel- Granadę. Zostaliśmy dostarczeni do miejsca, gdzie mieliśmy mieszkać przez okres stażu. Tam czekała na nas pani przewodnik z MEP Europrojects –Sara, przywitała nas serdecznie i wstępnie zapoznała z planem zakwaterowania. Na miejscu podzieliliśmy się na dwie grupy 10 i 5 osobowe. Każda z grup została zaprowadzona do swoich apartamentów. Z racji tego że było jeszcze jasno wybraliśmy się na poszukiwania otwartego sklepu żeby kupić coś do picia i jedzenia. Udało się, co prawda w niedzielę wieczorem supermarkety są zamknięte, jednak można znaleźć małe lokalne sklepy z żywnością. Po wszystkim rozeszliśmy się w ciszy do naszych „nowych domów” żeby odpocząć przed następnym pełnym niewiadomych dniem.
 
Aleksander Patschek

Galeria