Podróż do Irlandii

W środku nocy dnia 4 stycznia 2015 roku spotkaliśmy się wszyscy strasznie zaspani pod budynkiem naszej szkoły. O godzinie 3:30 nikt nie był bardzo rozmowny i każdy miał ochotę po prostu wsiąść w autobus i dotrzeć na lotnisko. W trakcie podroży do Katowic było nam bardzo ciepło, a za oknami naszego autobusu prószył śnieg. Dotarliśmy na lotnisko bardzo szybko i nie zdążyliśmy nawet chwili się przespać. Udaliśmy się na odprawę bagażowa, a następnie przeszliśmy przez kontrolę paszportową. Znaleźliśmy sobie w strefie bezcłowej ławeczki, na których się ulokowaliśmy i czekaliśmy na lot do Dortmundu, który miał miejsce o godzinie 6.10 i trwał mieć ponad półtora godziny. Gdy wsiedliśmy na pokład samolotu linii lotniczych Wizz Air odbyło się tradycyjne zapoznanie się z zasadami bezpieczeństwa chociaż są one odrobine nudnawe i meczące o tak wczesnej godzinie porannej. Gdy samolot został przygotowany do startu wreszcie unieśliśmy się w powietrzu, nie pamiętam jak przebiegał lot i czy były turbulencje, bo słodko spałem, ale szczęśliwie i planowo wylądowaliśmy na lotnisku w Dortmundzie, gdzie musieliśmy spędzić prawie osiem godzin na następny samolot do Londynu. Każdy udał się we własną stronę, a sam byłem w grupie uczniów, którzy udali się do Mc Donalda by pożywić się smacznym śniadaniem i napić się gorącego cappuccino. Na rozmowach spędziliśmy poranek i cały czas w oczekiwaniu na samolot i kiedy nadeszła odpowiednia pora ponownie udaliśmy się na odprawę bagażową i kontrolą paszportową. Z niecierpliwością czekaliśmy w terminalu na lot do Londynu, a jak na złość nie potrafiliśmy się doczekać na nasz samolot. W końcu dostaliśmy informacje, że z powodu pogody lot zostanie opóźniony i spędziliśmy dodatkowe trzy godziny na meczącym czekaniu z obawą czy zdążymy na lot z Londynu do Cork. Wielu z nas po prostu odpoczywało, niektórzy oglądali sobie film i w gąszczu tych wszystkich ludzi czekających na samolot spotkaliśmy Polkę z która mogliśmy sobie porozmawiać i wspólnie wytrwale czekać na samolot. Gdy ujrzeliśmy samolot Ryanaira lądujący na pasie startowym wszyscy się ucieszyliśmy i gdy było tylko to możliwe wsiedliśmy na niego, by moc w końcu dolecieć do kolejnego punktu naszej podroży. W Londynie czekał nas wyścig z czasem, ponieważ mieliśmy zaledwie godzinę na wejście do ostatniego naszego samolotu. Wybiegliśmy z samolotu i udaliśmy się na kontrole paszportowa, gdzie funkcjonariusze mierzyli nas tajemniczym spojrzeniem. Gdy wszyscy przeszli przez bramki rzuciliśmy się na nasze torby które zostały dostarczone z samolotu na lotnisko i znów w biegu udaliśmy się na ostatnia już odprawę bagażową. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, ze bramki zostały zamknięte zaledwie 20 minut wcześniej. Mimo wszystko odetchnęliśmy z ulga, bo i ten lot został opóźniony i mogliśmy odprawić bagaże. Dzięki temu, że lot został opóźniony nie musieliśmy spędzać na lotnisku całej nocy czekając na kolejny możliwy samolot do Cork i mogliśmy zdążyć na czas z rozpoczęciem naszych praktyk. W strefie bezcłowej mogliśmy sobie odpocząć i usiąść sobie wygodnie na kanapach. Grupowo kupiliśmy sobie dolewkę w Burger Kingu i milo zaskoczyliśmy się paleta smaków dostępnych tam napojów. Każdy miał własną słomkę i mogliśmy się napoić. Po kolejnych trzech godzinach wyczekiwania na odlot w końcu wsiedliśmy w samolot i sądzę, że każdy zasnął ze zmęczenia od razu, ta cała podróż trwała całą dobę. Na lotnisku w Cork czekały na nas rodziny i musieliśmy się wszyscy pożegnać, bo każdy udał się we własną stronę właśnie w towarzystwie naszych nowych tymczasowych mam J. Kiedy wpadliśmy do mieszkań, odświeżyliśmy się i położyliśmy się słodko spać. I tak właśnie minął ta szalona podróż do Cork.

Galeria